Przejdź do głównej zawartości

1/2012 z cyklu: Ja i mój rower. Jak się zaczęło moje nowe hobby

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower

Moje Hobby się zaczęło.
Jak już niektórzy z was wiedzą, kupiłem sobie w maju (2012) rower.


Na początku niewiele miałem okazji by go wypróbować, ale w czerwcu zdobyłem swój pierwszy szczyt. Filipka.



Zgodnie ze swoim zwyczajem i instrukcjami wielu cyklistów, nie pijam alkoholu, czyli najczęściej konsumowanego piwa. To co ugasiło moje pragnienie to 0,5l Kofoli.


Kofola to taka czeska kola, z tym, że ma swój specyficzny smak, a chyba najfajniejsze jest to, że
leją ją podobnie jak piwo -  z kranu, więc można sobie zażyczyć ilość proporcjonalną do pragnienia.
Nie trzeba dodawać, ale dodam, że jak każda kola, zawiera dużo cukru, a tego organizm cyklisty potrzebuje.
Kilka zdjęć z kolejnego wyjazdu z koleżanką, również na Filipkę, ale z drugiej strony.




To tylko kilka ujęć widoków jakie otaczają moje miejsce zamieszkania.
Zdjęcie poniżej to nie szczyt wspomniany wcześniej

Nie pytajcie gdzie właściciele rowerów 
...no dobra powiem wam, robiliśmy zdjęcia.


W realizacji mojego hobby i połączenia dwóch starych pasji (góry i rower) pomogła właśnie wspomniana koleżanka. Namówiła mnie na kupno tego cacka, obiecując, że będzie ze mną jeździć.
Jeśli jeździ dowiecie się czytając moje posty

Któregoś innego pięknego dnia, tak tylko dla relaksu przejechałem 12km, z tego 6km pod górkę
Przy okazji przetestowałem kupione przed tygodniem rogi, co jak widać na fotach.
Niektórzy nie lubią, mi to poprawia komfort jazdy.


prędko?? pod górkę... nie za szybko?


a ta fotka niechcący w sumie


Spróbujcie robić zdjęcie telefonem w czasie jazdy...
i zapomnieć jeszcze, że moja Nokia ma opóźnienie...

No i tak w skrócie wyglądał początek nowego hobby.
Niebawem pojawią się inne posty z moich wycieczek, którymi być może zachęcę kogoś z was by mi dotrzymał towarzystwa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

T O N I      N A P I S A Ł
z cyklu: Ja i mój rower
Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016.😉Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

T O N I      N A P I S A Ł
Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi.😀

Czas rzeczywiście miałem, chwilami, kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

T O N I      N A P I S A Ł
C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.