sobota, 25 kwietnia 2015

Przygody naszej suczki Nelly.


Od grudnia 2008 roku jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami ślicznej Nelly.


Kiedy ją kupiliśmy była tak mała, że leżąc mieściła mi się na dwóch dłoniach. Siedząc na jednej.
Dziś już wyrosła do ok 30 cm i 3 kg wagi.
Nelly to suczka Pinczera miniaturowego - Sarenka.
Niektóre źródła podają, że to Ratlerek i chociaż wydawało by się, że to dwie różne rasy, to wygląda na to, że to po prostu dwie nazwy tego samego psa.

O Nelly.
Jak na szczeniaka okazała się bardzo dobrym psem. Nie zagryzła ani jednego kapcia, ani buta, czy też kabli od telefonu czy PC.
Od dziecka uwielbiała pluszowe zabawki, w których tak długo wierciła dziurę by mogła doszczętnie wypatroszyć z waty.


Od samego początku towarzyszy jej gumowy wąż, którego jedyną część znajdziecie gdzieś w domu, tyle że skrócony o 1/5 długości.


Do ulubionych zabawek należy posiadany do dziś pompon.


Jak przystało na plemię łowców uwielbia myszy, krety i wszystko co przed nią ucieka.


Nelly nie odbiega swoim charakterem od większości swoich krewnych, więc jest bardzo uszczekanym psem, a że posiada niesamowicie wywinięty zmysł słuchu, usłyszy nawet najcichsze kroki na korytarzu albo inne dźwięki. Jej reakcji zawsze towarzyszy warczenie i szczekanie, na które nie ma sposobu by ją uciszyć.
Jest bardzo odważna, ale pod warunkiem, że stoi za nią jej pani lub jej pan.
Spróbujcie jednak doskoczyć energicznie w jej kierunku to skuli ogon i ucieknie.
Są ale przypadki, że przegoni psa wielkości wilczura.


Często towarzyszy nam na spacerach dłuższych i tych krótkich.



Uwielbia gonić kury. Z początku było duże ryzyko, że pozbawi którąś dużej ilości opierzenia, ale po kilku skarceniach kończy się tylko biegiem za nimi.
Ponieważ sami kur nie posiadamy, ale mają je sąsiedzi więc aby pozbyć się natrętów w naszym ogrodzie pozwalamy jej na przegonienie ich. Wystarczy powiedzieć tylko: "kurki" a ona z uśmiechem na pysku biegnie niczym odrzutowiec.
Bardzo lubi biegać za i z piłką rozmiarów piłki do siatkówki. Tenisową nie pogardzi, ale jeśli ma do wyboru to wybiera, tę większych rozmiarów, która dzięki braku dużej części powietrza nadaje się idealnie by złapać zębami.
Potrafi też nieźle zaszaleć z jakimś kijkiem.



Niestety po ostatnim wypadku mam pewne obawy czy to będzie jeszcze ten sam pies.
Zacznijmy ale od początku jej przygód.

Balkon.
Niespełna 3 lata temu pojechaliśmy w odwiedziny do mojej siostry.
Mieszkali wtedy aż 500 km daleko w piętrowym domku.
Nasza Nelly wychowana na wsi i z dużą przestrzenią do biegania.
Pewnego zwykłego dnia stojąc sobie z pieskiem na balkonie obserwowaliśmy sąsiedztwo.
W życiu bym nie pomyślał, że zrobi to co zrobiła!

Dróżką za płotem przechadzał się pan z pieskiem.
Nelly się rozbiegła i...
...tyle ją widziałem. Zniknęła coś w stylu scen z kreskówek, kiedy nagle nie ma już po czym biec.
Tak szybko jeszcze nigdy nie zbiegłem z pierwszego piętra przed dom i to w skarpetkach.

Zastałem ją w leżąco siedzącej pozycji, nawet zbytnio się nie użalała.
Oceniłem sytuację czy mogę się przybliżyć i sprawdzić namacalnie czy jest cała.
Oznak agresywności nie było więc po stwierdzeniu, że dam radę ją wziąć na ręce, zaniosłem do domu. Obserwowaliśmy ją bacznie zastanawiając się nad jakimś kontaktem na weterynarza.
Zwymiotowała co zdecydowanie było oznaką wstrząsu mózgu.
Nie minęło porządnie pół godziny a Nelly już była w formie jakby nigdy nic się nie stało.
Poszliśmy na spacer i odetchnęliśmy z ulgą, że jest cała i zdrowa.
Do dziś jednak jak sobie przypomnę to ściska mnie w okolicach serca.
Sami zobaczcie skąd skoczyła. Balkon znajduje się nad wejściem do domu.


Podejrzenia na epilepsję.
Zaledwie kilka miesięcy temu zauważyliśmy dziwne zachowanie, które później było diagnozowane lekarzem jako prawdopodobną epilepsję.
Ni z tego ni z owego traciła stabilność, zesztywniała i z hukiem przewróciła się na bok.
Trwało to chwilę, ale częściej od tego zauważaliśmy, że ma nadmiar ślin w pysku bo ciągle mlaskała i połykała.
Po tym jak chodząc powoli i z lekko skręconą głową w lewą stronę bez wahania pojechaliśmy do weterynarza.
Prześwietlenie nie pokazało nic więc postanowił leczyć neurologicznie, czyli podając serię zastrzyków. Już na drugi dzień po pierwszej z 3 serii widać było poprawę. Mimo wszystko dokończyliśmy wizyty, a całość kosztowała nas 300 zł.
Raz na jakiś czas przemycamy jej w jedzeniu tabletki z zawartością jakichś witamin i magnezu.
Objawów nie zauważamy, pies wrócił do poprzedniego stanu.
Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem czy przyczyną mógł być skok z balkonu.

Paleta.
Jako że nastała wiosna i nadszedł czas na porządki na działce, zająłem się różnymi pracami.
W poniedziałek przekładałem coś z miejsca na miejsce tak aby mniej przeszkadzało.
O drzewo oparłem paletę (euro), która tak samo jak wcześniej miała się znaleźć na stosie cegieł a na niej płat blachy by chronić przed opadami.
Podeszła do mnie żona no i oczywiście pies, który swojej pani nie opuści na krok.
Tego dnia silnie wiało, ale nie spodziewałem się, że wiatr zahaczy o paletę, która była oparta pod kątem (powiedzmy 30-40 stopni).
Przewróciła się na Nelly, która zniknęła w jednym z dwóch "wycięć".
W szoku i z niesamowitym psim płaczem przecisnęła się instynktownie przez szparę między spodnią a górną deską, która ma ok. 10 cm!
Żona wzięła ją na ręce a przez kilka minut płaczliwemu ujadaniu nie było końca.
W domu po kilkunastu minutach leżała obolała ale spokojna.

Nie było szans ponownie wziąć ją na ręce żeby np udać się do lekarza. Każda próba jakiegokolwiek ruchu kończyła się piszczeniem, które oznaczało, że boli.
Boleć musiało potwornie!
Postanowiliśmy, że poczekamy do następnego dnia mając nadzieję, że jej stan się poprawi.

Następnego dnia jej stan poprawił się na tyle, że mogłem sprawdzić jej kości, stwierdzając, że najprawdopodobniej nic nie jest złamane. Potrafiła stać na wszystkich nogach a to dało nam nadzieję.
Mimo wszystko widać było, że nadal boli więc postanowiłem jej zaaplikować najczęściej stosowany środek przeciwbólowy (Ibuprofen).
Sugerując się tabletkami od weterynarza, podałem jej 1/4 jak zwykle przemycając w parówce.
Od dawna wiadomo, że leki dla zwierząt są te same co dla ludzi, tylko że w odpowiednio mniejszych dawkach.
Już po kilku godzinach było widać zmianę, bo naciągała nogi by je rozprostować. 1/4 tabletki podałem jeszcze 2 razy stosując minimalnie 6 godzin przerwy.

Minęło kilka dni i Nelly czuje się lepiej.
O jej bieganiu za piłką czy kurami możemy zapomnieć, mam nadzieję, że tylko do jakiegoś czasu.
Pocieszyło mnie kilka osób, które opowiedziały mi historię kilku psów, które "wylizały się" z gorszych urazów.
Zaczęła troszkę jeść i pić jak i czasami (bardzo rzadko) zechce pójść na "WC".
Na podwórku chodzi utykając na lewą tylną ale czasami pozwoli sobie na truchcik.
Większość czasu spędza śpiąc czy wylegując się na kocyku.

Mam nadzieję, że będę mógł dopisać niebawem dobre zakończenie tej szalonej przygody.
Z różnych źródeł wyczytuję, że to potrwa jeszcze ze 2 tygodnie.
Jeśli macie jakieś doświadczenia z waszymi lub innych pupilami, nie wahajcie mi poprawić humor pisząc o tym w komentarzach.


Happy end. (1 maja 2015)
Z radością mogę poinformować, że wraca do zdrowia. Stopniowo zaczęła jeść, załatwiać się. Wskoczy już na wersalkę, a nawet pozwala sobie na bieganie. Zauważyła wspomniane już kury, oczekując na hasło. Wbrew jej oczekiwaniom, nie usłyszała. Niech se dziewczyna jeszcze kuruje ;)

Nie jestem pewien czy nie będzie to miało skutków po jakimś czasie, ale jestem szczęśliwy, że pomimo, że zdecydowałem się nie szukać pomocy u weterynarza, pies wylizał się sam.

9 komentarzy:

  1. Kochana -jak każdy zwierzak :) Ja mam 2 koty, jeden z nich zaliczył już kilka przygód, jedną całkiem niedawno; wylizał się z każdej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że już jest lepiej. Chyba nic gorszego niż ten nieszczęsny balkon już jej się nie przytrafi - oby. B.

    OdpowiedzUsuń
  3. B. kimkolwiek jesteś, dziękuję za to, że znalazłeś/aś chwilkę na komentarz. Paleta była o wiele bardziej nieszczęsna niż balkon w skutkach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, jaka śliczna!!! Nie chciałbyś jej oddać? :) Blix.

    OdpowiedzUsuń
  5. Blix nie ma opcji, za dużo razem przeżyliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Toni,mam psinkę ze schroniska,po wypadku. Ma epi, co jakiś czas ataki.Dostaje leki,trzyma się bohatersko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak mi to opowiadanie umknęło? Sama nie wiem. Sunia jest słodziutka..:) łapka dla Nelly ..:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Śliczna, mądra i zarazem dumna. Czasami stwierdzam, że rasowe psy częściej potrafią "rządzić" swoim panem, niż kundelki. Zawsze musi mieć ostatnie zdanie i w dużym stopniu pewnie dlatego, że to kobieta. :D

      Usuń

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.