sobota, 11 kwietnia 2015

1/2015 z cyklu: Ja i mój rower. Nydek - Trzyniec. Rozpoczęcie sezonu.


Nie mogłem się doczekać, ale w końcu się doczekałem.
Wiosna teoretycznie nadeszła kilka tygodni temu i obserwowałem zaciekle termometr, żeby móc zacząć sezon rowerowy.

Niespodziewanie powróciła zima i to w postaci dość obfitego śniegu. Nie traciłem jednak nadziei, bo jak się okazało w zeszłym roku sezon rozpocząłem 6 kwietnia, więc i teraz nie mam zbytnio opóźnienia.
W związku z doświadczeniami z młodych lat, uparcie czekam na stabilnych +10 stopni. Dziś wymarzony dzień, więc odświeżyłem rower, dopompowałem powietrza, spakowałem potrzebne rzeczy i w drogę.
Tradycyjnie na pierwszą trasę obrałem jazdę miejską, ponieważ dobrze wiem, że kondycja po zimie nie jest odpowiednia dla zdobywania szczytów. Przekonałem się o tym w zeszłym roku.

Najprostszą a nawet najlepszą opcją jest w moim przypadku jazda do Trzyńca, a tam do często odwiedzanego przeze mnie Lesoparku.
Można by znaleźć kilka opcji jak dojechać do Trzyńca, ale obrałem najprostszą drogę kierując się w Bystrzycy cyklotrasą wzdłuż torów do Wędryni.
Znana i wielokrotnie przejeżdżana trasa, więc obserwowałem ewentualne zmiany.
W Wędryni koło dworca PKP w zeszłym roku utworzyli dla dzieci naturalny labirynt.
Jeszcze za wcześnie na to by się zazielenił, ale już niebawem pewnie zacznie.


Ktoś mógłby powiedzieć, że w pobliżu ruchliwej głównej drogi żadna atrakcja, ale mimo wszystko jakieś urozmaicenie.
Stąd kontynuowałem jazdę też w miarę nowym odcinkiem wzdłuż torów, a w pobliżu znanej mi restauracji u Beranka, wyjechałem na ulicę Jabłonkowską (Jablunkovska) i przejeżdżając przez centrum wjechałem do Lesoparku.
Ładna pogoda to i ludzi było sporo. Park duży więc pomieści zarówno rolkarzy, pieszych jak i rowerzystów.


Mapkę skleiłem w Paincie z dwóch zdjęć. Prawie się udało zrobić zdjęcia tego samego rozmiaru, ale jednak do doskonałości dużo brakuje.
Ale nie o to chodzi, prawda?
Wjechałem od strony szkoły (z prawej strony) i jak możecie zobaczyć na zapisie trasy dzisiejszej wycieczki, pojeździłem sobie trochę asfaltowymi i nie asfaltowymi drogami i dróżkami.

Przy okazji natknąłem się na ławeczkę z napisem.
Widziałem już kilka w mieście, a niedawno postanowiłem odnaleźć je wszystkie.
Dziś sobie o tym przypomniałem.


Każda z ławeczek to część opowiadania pewnego człowieka. Nie znalazłem jednak konkretnych informacji. Z tego co czytałem, chodzi o zwykłego mieszkańca Trzyńca.
Dziś specjalnie nie szukałem tych ławeczek, ale bacznie obserwowałem wszystkie mijane w parku i w mieście.
Wiedziałem dokładnie, gdzie jest jedna w centrum, ale zanim do niej dojechałem, znalazłem jeszcze dwie.
Postanowiłem, że napiszę oddzielnego posta na temat tych ławeczek i stopniowo będę uzupełniał o nowo znalezione. Jest ich 20, ale z informacji z netu wynika, że nie tylko Trzyniec posiada tego typu ławeczki.
Nie było trudne znalezienie mapki rozmieszczenia Trzynieckich ławeczek, więc trochę mam to ułatwione,
ale o tym w innym poście niebawem.

Przejechałem park wzdłuż i wszerz, przejeżdżając przez dwa mostki czy też krętymi dróżkami usypanymi korą z drzew.
Już gdzieś pisałem, że bardzo miłe miejsce dla odpoczynku od zgiełku miasta.


Wracając z Trzyńca jechałem również często przeze mnie przemierzaną trasą koło rzeki Olzy, gdzie z drugiego kierunku przyjechałem do równie często odwiedzanej restauracji u Beranka.
Tu wypiłem pierwszą w tym roku Kofolę.


Przyjemnie przejechanych 27 km.
Na mapie pokazuje 25, co mi przypomina, że muszę skalibrować licznik.
Tyłek trochę boli, ale zaskoczeniem dla mnie było, że wracając do domu utrzymywałem średnio 19-21 km/h jadąc ciągle wznoszącą się lekko drogą z Bystrzycy do Nydku.
Czyżby jednak coś z wyrobionej w zeszłym roku kondycji pozostało?

Jutro jak dobrze pójdzie, wybieram się do Cieszyna. Znowu bardziej miejska jazda niż górska. Trzeba rozgrzać nogi przed zdobywaniem szczytów.
No i będę miał dwie towarzyszki. Wielokrotnie wspominaną koleżankę i jej córkę.
Będzie mi bardzo miło jeśli spotkam kogoś z was np. przy wieży Piastowskiej.
Dajcie znać i uzgodnimy godzinę spotkania.

A jeśli nie jutro, to obserwujcie grupę na FB i posty z zaproszeniami na wspólne wycieczki.
Mam kilka świetnych planów.

Dodatkowo utworzyłem z dzisiejszej wycieczki przygodę w Garmin Adventures. Można zobaczyć bardziej szczegółowo.

3 komentarze:

  1. Fajnie spędzasz czas wolny! Udanego sezonu rowerowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że rozpocząłem sezon co najmniej tak dobry jak w zeszłym roku. :) W sumie tego typu posty są głównym powodem prowadzenia bloga.

      Usuń
  2. Lubię jeźdźić na rowerze. Ale to tylko przejażdżki po małych wioskach więc opisywac tego nie będę, choć może kiedyś ;) Serii z zeszłego roku nie śledziłam, ale z tą będę napewno na bieżąco. Może kiedyś będę w tych okolicach, które opisujesz i wtedy będę miała ich opis na wyciągnięcie ręki :) Udanego sezonu życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny. Dziękuję.