Przejdź do głównej zawartości

3/2012 z cyklu: Ja i mój rower. Zakończenie sezonu 2012.


No i przyszła pora na, być może ostatnią, w tym roku, na zakończenie sezonu.

Nýdek(13:30)>Třinec>Leszna G.>Ustroń Polana(25km)>Wyciąg na Małą Czantorię(15zł)>Wielka Czantoria(PL)>Čantorje - rozhledna(CZ)(15:55)>Nýdek(16:30)=38km
Z domu wyjechałem o 13:30, za 1,5h dojechałem do Ustronia Polany oddalonego ode mnie 25km, po zakupie biletu za 15 złotych za parę chwil siedziałem na wyciągu.
Bezstresowo obsługa pomogła z załadowaniem roweru na odpowiednie haki, które są na co 5 krześle.


Już zapewne niejeden z was próbował robić samemu sobie zdjęcie
 ja zawsze na takich wychodzę poważnie, tu konkretnie chodzi bardziej o skupienie


W czasie kiedy ja wygodnie siedziałem i wiozłem się na górę, byli tacy którzy woleli iść z buta.


Tu co prawda miałem zamiar uchwycić widok gór i miasta za mną, ale że zdjęcie robione przez ramię... ale i tak całkiem ładne ujęcie pięknej kolorystyki jesieni.


Poniżej kolejne próby zrobienia zdjęcia mniej poważnego


Na górze tłumy. Pogoda dopisała więc i kolejka zarobiła, nie wspominając o stanowiskach z jedzeniem i piciem.
W kolejce do zjazdu wyciągiem w dół zauważyłem kobietę/dziewczynę w szpilkach ok.8cm
Niestety nie chciało się mi już wyciągać aparatu.


Prosząc przygodnych turystów utrwaliłem swój pobyt.


Trochę bliższe ujęcie gdyby ktoś stwierdził, że góry za mną nie są tak interesujące


Z Małej Czantorii już niedaleko na Wielką, ale odcinek pokonałem w większości prowadząc rower ze względu na bardzo kamienistą drogę.
Przy wieży widokowej zmieniłem koszulkę i założyłem lepszą kurtkę.


Odpocząłem i gotowy do startu na główne zamierzenie wycieczki - zjazd!
Pieszo w dół idzie się ok.1,5 do 2h mi to zajęło 20 minut.
Podczas zjazdu dość ryzykowne jest sprawdzenie rozwijanej prędkości na liczniku, ale raz mi się udało... 62km/h, oczywiście miejscami.

W tym roku to już 3 wycieczka, ale tę najbardziej można zaliczyć do udanych, ponieważ udało mi się przejechać to co zaplanowałem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016. : ) Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi :D

Czas rzeczywiście miałem, chwilami kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.