Przejdź do głównej zawartości

4/2014 z cyklu: Ja i mój rower. Sobotni relax.


Nie tak dawno postanowiłem sobie (i żonie), że w tygodniu czas poświęcam pracy (wkoło domu) a weekendy w całości na rower.
Nie zawsze pogoda pozwoli na jedno albo drugie. Dziś miała być druga próba podboju zalewu Těrlicko, ale jednak tym razem nic z tego.
Wczoraj ale było ładnie, więc po obiedzie wskoczyłem na rower i tak dla relaxu zrobiłem coś w rodzaju "poznaj swoją okolicę".

Ślad oczywiście zapisany garminkiem i na traseo.pl
Jak zerkniecie zobaczycie, że z Nýdku do Trzyńca jechałem tradycyjną, dla mnie, trasą, czyli w zeszłym roku utworzoną cyklotrasą, która pozwala ominąć ruchliwą, w samochody, część trasy.

Trasa typowa, ale mając czas postanowiłem sprawdzić dotychczas nie sprawdzone przeze mnie dróżki.
Według mapy jest widoczny szlak podążający wzdłuż rzeki Olzy, niestety jednak tuż za laskiem ścieżka kończy się na łące.
Czyli powrót, ale nie szkodzi. Pogoda ładna, mam czas i żadnego konkretnego celu podróży.

Normalnie do Trzyńca jadę samochodem bądź do pracy lub na zakupy do Tesco, więc nie odmówiłem sobie przyjemności przejazdu przez miasto uliczkami znanymi jak i tymi, którymi zwykle nie jeżdżę, chociażby ze względu, że zawracałem tuż za wysepką by wjechać na chodnik, albo nawet przejechać po trawie.
Po minięciu Tesco i innych handlowych kompleksów skierowałem się do Lesoparku, której nazwy chyba nie trzeba tłumaczyć, bo oznacza po prostu Park Leśny.
Jest to przyjemna i dość uczęszczana część miasta przez rowerzystów, pieszych, rolkarzy itp.

Nigdy nie miałem okazji, no bo Trzyniec oddalony jest od mojego miejsca zamieszkania o 12km, a jechać samochodem po to by pójść na spacer do parku...? Chyba mijało by się z celem, biorąc pod uwagę piękna okolice w jakiej mieszkam.
Tak czy inaczej polecam wyżej wspomnianym a już na pewno osobom z dziećmi, którzy poza bezpiecznym bieganiem, mogą wyżyć się na co najmniej kilku miejscach specjalnie do tego przygotowanych.

Ja wykorzystałem ścieżki i nie ścieżki...


...skręcając tu i ówdzie, po prostu zwiedzając park.
Nic poza tym co napisałem nie ma w nim nadzwyczajnego, poza panującym spokojem.

Jadąc z parku przez miasto, znowu korzystałem z dróg i nie dróg. Określenie to dość popularne w czeskim języku: "Cestou necestou".
Drogę powrotną skierowałem na znany mi odcinek wzdłuż Olzy, robiąc sobie krótką przerwę na 0,5l Kofoli.

Zastanawiającym jest fakt, wiele wspominany w różnych gronach, że niealkoholowe napoje są droższe od tych alkoholowych.
Kofola 30Kč, Piwo 27Kč
No ale cóż przeżyję.
Po pierwsze alkohol osłabia kondycję, a po drugie rowerzysta to też uczestnik ruchu drogowego.

W Bystrzycy zamiast jechać główną drogą, wybrałem pieszą ścieżkę wzdłuż rzeczki Hluchova(Głuchowa), która zaczyna gdzieś w górach i wpada do Olzy.

Całkiem przyjemna wycieczka. 28km

Obecny stan licznika w tym roku
Jeśli wam się spodobała moja trasa, użyjcie panelu pod nią
Być może doda mi to jakieś punkty,
a nawet jeśli nie to będzie miło wiedzieć, że nie piszę tego tylko dla siebie

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6/2016 z cyklu: Ja i mój rower. Przez Suchy na Łączkę i Filipkę

Gdyby nie wczorajsza 2 zmiana i powrót do domu przed północą, pewnie wybrałbym się w trasę, którą planuję już od kwietnia. Tydzień temu nawet rzuciłem hasło na fb, ale nie wypaliła pogoda.
Dobra, zdradzę wam sekret z posta 4/2016. : ) Chodzi o drugie podejście na Girovą i odnalezienie dwóch jaskiń.
Wtedy już mi zabrakło sił, więc teraz w planie mam podjazd pociągiem do Mostów u Jabłonkowa, a potem przez Studeničny. Pewnie nie lekka trasa, ale obiecałem sobie.

Dziś pospałem więc plan trza odłożyć, ale czasu wystarczająco na to by odwiedzić Łączkę. Tym bardziej, że pewna znajoma podsunęła mi informację, że podobno można też z Bystrzycy Suchy.
Okolicę częściowo znam z pracy, ale tylko do ostatniego przystanku.

Czantoria. Pochodzenie i otaczające ją legendy.

Jadąc kiedyś do pracy kupiłem sobie gazetę, tygodnik naszego regionu.
Pomyślałem sobie, że jak będzie dobra robota na cnc to będzie czas poczytać co w trawie piszczy. Tylko nie mówcie majstrowi :D

Czas rzeczywiście miałem, chwilami kiedy program zadbał o to bym na chwile usiadł.
Poza informacjami z regionu z wielką uwagą przeczytałem artykuł o Czantorii i o tym skąd właściwie pochodzi jej nazwa.
Jak wiecie, Czantorię widzę, o ile nie ma mgły, codziennie z okna czy jak wyjdę z domu. Tym bardziej zainteresował mnie ten temat.

C6H5-NH-C2H5

C6H5-NH-C2H5 wygląda jak jakiś kod aktywacyjny.
Zamieściła go dziś na fb moja dobra (wirtualna) koleżanka, a że do chemii było mi zawsze daleko, więc nie miałem nawet pojęcia o co chodzi.
Jak się okazało jest to chemiczny wzór miłości.